Ładowanie

TERAZ:

Święto miłości i długowieczności

W gliwickim Ratuszu odbyła się niecodzienna uroczystość pełna wzruszeń, wspomnień i wyjątkowych historii. 29 kwietnia świętowano aż dwa niezwykłe jubileusze – Kamienne i Diamentowe Gody – oraz setne urodziny dwóch mieszkańców miasta. Wydarzenie zgromadziło dostojnych jubilatów, ich rodziny i przedstawicieli władz miasta.

Zastępczyni prezydenta Gliwic, Agnieszka Dylewska, składała jubilatom serdeczne życzenia zdrowia, harmonii i uśmiechu na co dzień, podkreślając, że takie rocznice są nie tylko osobistym świętem, lecz także świadectwem siły więzi i wartości rodzinnych.

60 i 70 lat razem – niecodzienne historie miłości

W gronie świętujących znaleźli się małżonkowie z imponującym stażem. Pięć par obchodziło Diamentowe Gody, czyli 60 lat wspólnego życia:

  • Elżbieta i Wawrzyniec Kownaccy
  • Romana i Marian Niemcowie
  • Anna i Janusz Ptasznikowie
  • Bronisława i Józef Szprochowie
  • Hildegarda i Józef Zielonkowie

Każda z tych par otrzymała list gratulacyjny od Prezydent Miasta Gliwice Katarzyny Kuczyńskiej-Budki, będący symbolicznym wyrazem uznania dla ich wspólnej drogi przez życie.

Szczególnym momentem ceremonii była celebracja Kamiennych Godów – 70-lecia małżeństwa – przez Wandę i Wojciecha Korandów. Ich opowieść poruszyła wszystkich uczestników.

– Poznaliśmy się na zjeździe młodzieży w Pyskowicach – wspomina pani Wanda. – Ja miałam 18 lat, mój przyszły mąż 30. Od razu poczuliśmy, że to coś wyjątkowego. Ślub wzięliśmy rok później i od tamtej pory jesteśmy razem. Zawsze było między nami dużo zgody i wyrozumiałości – mówi z uśmiechem.

Stulecie życia – bohaterowie dwóch epok

Wojciech Korandy był tego dnia podwójnym jubilatem. Oprócz rocznicy ślubu, świętował także setne urodziny. Razem z nim wyróżniono także drugiego stulatka – Adolfa Mierzwę. Obaj otrzymali gratulacje od prezydent Gliwic oraz specjalne listy od premiera RP Donalda Tuska.

Wojciech Korandy, urodzony w 1925 roku w Porębie Dzierżnej, przez całe życie związany był z edukacją, harcerstwem i budownictwem. Po pracy w szkolnictwie i przemyśle mechanicznym, przez wiele lat związany był z górnictwem – aż do przejścia na emeryturę w 1990 roku. Ukończył technikum budowlane, zdobył uprawnienia zawodowe i do dziś cieszy się szacunkiem bliskich. Dziś może z dumą patrzeć na swoje potomstwo: trzech synów, sześcioro wnucząt i troje prawnuków.

– Rodzina to moja siła i powód do wdzięczności. Dzięki niej dożyłem stu lat w zdrowiu i pogodzie ducha – mówi z uśmiechem pan Wojciech.

Adolf Mierzwa, również rocznik 1925, pochodzi z Rudnika nad Sanem. Po wojnie trafił do Gliwic, gdzie związał się z Politechniką Śląską, a następnie z Biprohutą – firmą, w której jako inżynier tworzył nowoczesne rozwiązania dla hutnictwa. Jego praca została uhonorowana najwyższymi państwowymi odznaczeniami, a życiowa droga zakończyła się zawodowo na Uralu – w Magnitogorsku.

– Choć życie rzucało mnie w różne strony, to właśnie Gliwice stały się moim domem. Tu założyłem rodzinę, tu dorastali moi synowie, wnuki i prawnuki. I tu chcę pozostać – mówi z przekonaniem.

Miasto pamięta i celebruje

Uroczystość w gliwickim Ratuszu była nie tylko oficjalnym wydarzeniem, lecz także pełną emocji opowieścią o miłości, lojalności i nieustającym pragnieniu wspólnego życia – mimo upływu dekad. Dla wszystkich obecnych była to lekcja historii i wzruszająca podróż przez życie pokoleń gliwiczan.

 Fot. D. Nita-Garbiec/UM Gliwice

Share this content: