Ładowanie

TERAZ:

Finał Biennale Gliwice: Sztuka, która obudziła miasto

W niedzielę zakończył się jeden z najbardziej inspirujących festiwali kulturalnych tego lata – Biennale Gliwice. Sztuka w mieście, miasto w sztuce. Przez dziesięć intensywnych dni Gliwice tętniły kreatywną energią, zamieniając się w wielką galerię pod gołym niebem. Ostatni dzień wydarzenia był prawdziwym świętem sztuki – różnorodnym, angażującym i pełnym emocji, które z pewnością na długo pozostaną w pamięci uczestników.

Sztuka dla najmłodszych i dla wymagających

Niedzielne przedpołudnie rozpoczęło się rodzinnie – w parku Chopina dzieci z zachwytem oglądały spektakl „Mama Mu” w wykonaniu Teatru Miejskiego w Gliwicach. Ta lekka, pełna uroku opowieść była doskonałym wstępem do dnia pełnego artystycznych atrakcji.

W samo południe na miłośników sztuki czekały dwie wyjątkowe wystawy: „Wychodząc z cienia, szukam światła” Christophera Myśko w Galerii ESTA oraz „Okno na dwa podwórza”, prezentowana zarówno w przestrzeni miejskiej, jak i w Galerii Brama. Nieopodal, przy ul. Zwycięstwa 36, odwiedzający mogli zobaczyć rzeźby kinetyczne Jana Śliwki, a Ruiny Teatru Victoria zamieniły się w interaktywną przestrzeń światła i dźwięku za sprawą instalacji studia Ksawery Komputery.

Tam również działała otwarta pracownia sitodruku, gdzie każdy chętny mógł ozdobić własną torbę lub koszulkę festiwalowym wzorem – kreatywność w czystej postaci.

Solarna scena i muzyczna podróż

Popołudnie należało do Sceny Solar – kameralnej, ale pełnej emocji. Dzień rozpoczął się relaksacyjnym warsztatem prowadzonym przez fundację Chórtownia, która rozśpiewała uczestników i wprowadziła ich w medytacyjny nastrój. Następnie na scenie zagrali biøs i Fabian Klimanek, tworząc ambientowy pejzaż dźwięków z użyciem m.in. trąbki.

O głębszą refleksję zadbała prelekcja „Sztuka ukojenia – kwadrans dla Ciebie”, która zaprosiła słuchaczy do zatrzymania się i zajrzenia w głąb siebie. Całość dopełnił koncert znakomitego klarnecisty Wacława Zimpela, mistrza muzyki improwizowanej, który hipnotyzował publiczność niecodziennymi brzmieniami.

Kino, które inspiruje

Wieczorem festiwal przeniósł się do Kina Amok, gdzie na odwiedzających czekały kolejne zmysłowe doznania. Wystawa „MARAKESZ 2025” Galerii ART Studio oraz interaktywna instalacja świetlna Ksawery Komputery tworzyły intrygujący klimat. Widzowie mieli też okazję obejrzeć artystyczne wideoklipy przygotowane specjalnie na tę okazję.

Leżaki, filmy i taneczny finał

Gdy zapadł zmrok, życie festiwalowe przeniosło się na aleję Przyjaźni, gdzie rozstawiono leżaki i uruchomiono letnie kino plenerowe. Seans rozpoczął się od krótkich filmów stworzonych przez uczniów gliwickich szkół w ramach Gliwice Film Festivalu. Po pokazie młodzi twórcy spotkali się z publicznością, odpowiadając na pytania i dzieląc się swoimi inspiracjami.

Kulminacją wieczoru był legendarny film koncertowy „Stop Making Sense” z występem zespołu Talking Heads. Trudno było usiedzieć w miejscu – część widzów spontanicznie zatańczyła pod ekranem, dając się porwać rytmom muzyki sprzed dekad.

Noc pełna świateł i wspomnień

Dla tych, którzy nie chcieli kończyć tej artystycznej podróży, miasto miało jeszcze wiele do zaoferowania. Aż do świtu można było podziwiać rozsiane po Gliwicach świetlno-dźwiękowe instalacje, wystawy w witrynach i miejskich zaułkach – od „Totemów” Matyldy Sałajewskiej, przez instalację „UNIT24” Piotra Ceglarka, po radosne murale LORAKa i nowoczesne ławki ENZI.

Najbardziej wytrwali zakończyli noc (i festiwal) tanecznym After Party w klubie Pocztowa44, gdzie muzyka i energia uczestników stworzyły niezapomnianą atmosferę.

Biennale Gliwice 2025 przeszło do historii jako wydarzenie, które nie tylko ożywiło przestrzeń miasta, ale i poruszyło serca mieszkańców. Sztuka wyszła z galerii na ulice, mosty i skwery – stała się częścią codzienności, prowokując do myślenia, wzruszając i bawiąc. Choć festiwal dobiegł końca, jego ślady jeszcze długo będą obecne w miejskim krajobrazie – i w naszej pamięci.

Fot. M. Buksa/ UM w Gliwicach

Share this content: