„Chcemy po prostu wiedzieć, czy jesteśmy bezpieczni”
Rozmowa o składowisku odpadów na terenie Terminala Toszek
Gliwicki Portal Informacyjny: Dlaczego zainteresował się Pan sprawą składowiska na terenie terminala w Toszku?
Andrzej Podkowa: Jestem mieszkańcem tych okolic, tu się urodziłem i wychowałem. Ten teren jest mi bliski. Kiedyś myślałem, że problemem są tylko hałdy odpadów widoczne z tyłu. Dopiero po przelocie dronem, kiedy okazało się, że znajdują się tam mauzery, sprawa zaczęła mnie naprawdę niepokoić.
Gliwicki Portal Informacyjny: Co dokładnie Pan zobaczył?
Andrzej Podkowa: Na terenie znajdują się liczne mauzery i beczki. Za zgodą właścicieli mogłem wejść na teren — nie ma tam zakazu wstępu. Widać całe sterty pojemników, wiele z nich jest poprzewracanych i wybrzuszonych.
Przedwczoraj, czyli 24 lutego 2026 roku, robiłem zdjęcia. Mauzery były już zdeformowane, a dziś z jednego z nich wycieka czarna ciecz. Nie wiadomo, co to za substancja. I pytanie brzmi: kiedy kolejne zaczną przeciekać?
Gliwicki Portal Informacyjny: Czy sytuacja może się pogorszyć?
Andrzej Podkowa: Obawiam się, że tak. Mauzery są przygniecione beczkami. Plastik pod wpływem mrozu i czasu traci swoje właściwości. Teraz, gdy temperatura się zmienia, materiał mięknie. Widać, że beczki zapadają się w mauzery. Wiele z nich leży do góry dnem.
To kwestia czasu, aż kolejne zaczną pękać. Nie wiadomo, jakie substancje się tam znajdują ani jakie reakcje chemiczne mogą zajść, jeśli się połączą. Oby nie doszło do tragedii. Mieszkam niedaleko i chciałbym spokojnie żyć w bezpiecznym miejscu, zwłaszcza teraz, na emeryturze.
Gliwicki Portal Informacyjny: Czy wcześniej dochodziło do niepokojących sytuacji?
Andrzej Podkowa: Tak. Za hałdą była kiedyś łąka, chodziłem tam z psem. Pewnego dnia pies wpadł do koleiny wypełnionej cuchnącą mazią. Smród był potworny. Musieliśmy się długo myć.
Interweniowałem wtedy na sesji rady miejskiej. Powiedziałem burmistrzowi, że „na Havexie źle się dzieje”. Usłyszałem, że przesadzam i że „szukam dziury w całym”. Nic się wtedy nie wydarzyło.
Gliwicki Portal Informacyjny: Czy sprawą zajmowały się wcześniej media i prokuratura?
Andrzej Podkowa: Tak. Prokuratura prowadziła działania. Były wykopy, pracownicy w kombinezonach ochronnych, w maskach. Kazano nam się oddalić, bo nie wiadomo było, jakie substancje znajdują się w ziemi.
Media też były na miejscu — materiał pokazywano między innymi w TVN. Była rozmowa z burmistrzem, ale z tej rozmowy niewiele wynikało. Warto byłoby dziś wrócić do tamtej wypowiedzi i sprawdzić, ile było w niej konkretów, a ile ogólników.
Gliwicki Portal Informacyjny: Jak ocenia Pan działania urzędu miasta?
Andrzej Podkowa: Nie słyszałem o żadnych konkretnych działaniach. Burmistrz twierdził, że urzędnicy byli na miejscu i przeprowadzili kontrolę. Ale kiedy? W jakich godzinach? Kto dokładnie? Z jakim przygotowaniem?
Interesuje mnie efekt tej kontroli — czy sporządzono protokół i jakie są wnioski. Jeśli wysyła się urzędników w miejsce, gdzie mogą znajdować się niebezpieczne substancje, powinni być odpowiednio wyposażeni — w odzież ochronną i maski. To nie jest zwykła wizytacja terenu.
Gliwicki Portal Informacyjny: Jest Pan chwilę po spacerze wokół składowiska. Jak się Pan czuje?
Andrzej Podkowa: Już trochę lepiej, bo szybko stamtąd odszedłem. Ale wcześniej zaczęła mnie boleć głowa. Byłem tam tylko kilka minut. To nie jest komfortowe uczucie.
Przedwczoraj, 24 lutego 2026 roku, kiedy byłem tam dłużej, głowa bolała mnie od południa do wieczora i musiałem brać tabletki. Widać wyciek, czuć intensywny zapach. To nie wygląda na zwykłą wodę.
Gliwicki Portal Informacyjny: Od kiedy, Pana zdaniem, przywożono tu odpady?
Andrzej Podkowa: To trwa od lat. Zaczęło się przy budowie największej hałdy — na początku jednej z kadencji burmistrza. Już wtedy droga była mocno zakurzona, samochody wyjeżdżały stąd w kierunku Toszka.
W kampanii wyborczej padały zapowiedzi, że z tym terenem będzie porządek. Problem jednak istniał już wcześniej.
Były też sytuacje, gdy w rowach płynęły nieczystości. Interweniowała straż pożarna, ale nie zawsze wykrywano zanieczyszczenia. Mieszkańcy mieli wrażenie, że system był tak zorganizowany, by trudniej było coś jednoznacznie udowodnić.
Gliwicki Portal Informacyjny: Czy wie Pan, kto odpowiada za tę sytuację?
Andrzej Podkowa: Nie wiem, kto stoi za całym procederem. Nikogo nie złapano za rękę. Możliwe, że firmy działały w dobrej wierze i nie wiedziały, co znajduje się pod ziemią.
Teren jest atrakcyjny — bocznica kolejowa, duży obszar, potencjał gospodarczy. Trudno mi uwierzyć, że ktoś świadomie kupiłby teren z takim obciążeniem.
Gliwicki Portal Informacyjny: Czy reprezentuje Pan mieszkańców?
Andrzej Podkowa: Nie. Występuję wyłącznie jako osoba prywatna. Uważam jednak, że mieszkańcy muszą sami interesować się tym, co dzieje się w ich otoczeniu. Jeśli nikt nie będzie dociekliwy, nikt za nas tego nie wyjaśni.
Chcemy po prostu wiedzieć, czy jesteśmy bezpieczni.
Fot. GPI